Zakaz fotografowania?
 Oceń wpis
   
Temat stary ale jary, od czasu do czasu wraca czy to w usenecie, czy to na różnych forach: czy można fotografować ludzi bez ich zgody?

W niekończących się debatach "wolnościowcy" wskazują, iż jedyną normą mówiącą o konieczności uzyskania zgody od osoby portretowanej jest art. 81 prawa autorskiego, zgodnie z którym zezwolenia wymaga rozpowszechnianie wizerunku przedstawionej osoby, chyba że osoba ta dostała pieniądze za pozowanie, lub jest ona osobą powszechnie znaną, a wizerunek wykonano przy okazji pełnienia przez nią funkcji publicznych, bądź też stanowi ona wyłącznie szczegół większej całości (zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza).

Ich zdaniem oznacza to, że można do woli fotografować postronne osoby, pod warunkiem, że zdjęcia nie będą rozpowszechniane w żaden sposób. Fotografowanie bowiem, pod warunkiem, iż nie polega na brutalnym "wejściu z butami" osoby fotografowanej - następuje w miejscu publicznym, nie polega na nękaniu czy nie prowadzi do naruszenia innych przepisów (np. o ruchu drogowym), nie może samo w sobie naruszać prywatności i intymności. Zaś skoro nie jest wymagana zgoda, to także sprzeciw ("proszę odejść z tym aparatem!") nie ma znaczenia.

Inne stanowisko zajmują "rygoryści-zamordyści" (jak ja). Osobiście wychodzę bowiem z założenia, że prywatność i intymność każdej osoby są dobrami chronionymi przez prawo (art. 23 kc), zatem wyrażona głośno i wyraźnie wola zaprzestania cykania zdjęć - oraz dalsze fotografowanie pomimo tego zastrzeżenia osoby fotografowanej - może być rozpatrywane w kategoriach naruszenia dóbr osobistych.

Warto dodać, iż w takich samych kategoriach rozpatrywałbym uwiecznianie wizerunku rzeczy wbrew zgodzie właściciela. Sądzą bowiem, iż fotografowanie rzeczy będzie mieścić się w wynikającym z art. 140 kc wyłącznym prawie właściciela do korzystania z rzeczy i pobierania pożytków (w tym pożytków cywilnych - art. 53 par. 2 kc), zatem jest oczywiste, że obfotografowanie atrakcyjnej rzeczy, którą chciałbym wykorzystać komercyjnie (np. fragmenty muru berlińskiego, mumię egipską lub odlew stopy Władysława Laskonogiego) będzie miało negatywny wpływ na dochody, które uzyskałbym z rozpowszechniania wizerunku tej rzeczy we własnym zakresie.

Wychodzę bowiem z założenia, iż każdy ma prawo do świętego spokoju, natomiast różni ludzie mogą różnie reagować na fakt bycia fotografowanym. Dla jednego to przyjemność, dla drugiego dyskomfort - nie ma żadnej reguły.

Sceptykom polecam glosę Moniki Czajkowskiej-Dąbrowskiej do wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 13 stycznia 1999 r. I ACa 1089/98, OSP 2000/9/142, w której autorka wskazuje, iż odpowiedzialność osoby rejestrującej wizerunek oraz osoby wizerunek ten rozpowszechniającej jest odpowiedzialnością solidarną - art. 441 par. 1 kc.
Dokładam też cytat z glosy Krzysztofa Kurosza do wyroku SA z dnia 19 kwietnia 2000 r., I ACa 1455/99: "Zachowanie osoby ingerującej w cudze dobro osobiste (wizerunek) tylko wtedy nie jest naruszeniem, jeżeli niewątpliwie mieści się w ramach wyznaczonych przez uprawnionego.
Problem powstaje, gdy osoba rozpowszechniająca wizerunek wskazuje, że z oświadczenia uprawnionego i towarzyszących im okoliczności wynika dopuszczalność określonych zachowań, czemu przeczy sam autor oświadczenia, powołując się na swoje subiektywne przekonania. Nie można całej sprawy skwitować stwierdzeniem, że decydujące znaczenie ma wola wewnętrzna uprawnionego co do zakresu zgody.
Oznaczałoby to całkowite pominięcie interesu drugiej strony, który wyraża się w zaufaniu do treści zgody i istnieniu przekonania, że swoim zachowaniem niczyich praw nie narusza. Otóż w takim wypadku należy sięgnąć do reguł wykładni oświadczeń woli, choć zgoda nie jest czynnością prawną lecz - jak się przyjmuje w doktrynie - ma charakter "jednostronnego, odwołalnego działania prawnego", podobnego jedynie do oświadczenia woli."


Odrębną sprawą będą cywilnoprawne (bo w sferę prawa karnego wchodzić w tym tekście nawet nie chcę) konsekwencje naruszenia prośby (bo nie zakazu!) fotografowania przez osobę, która sobie tego nie życzy.
Jeśli żądanie zostanie oparte na konstrukcji ochrony dóbr osobistych, osoba pokrzywdzona może żądać zadośćuczynienia (art. 24 kc i/lub art. 448 kc). W odniesieniu do rzeczy można wystąpić z roszczeniem opartym o art. 222 par. 2 kc (w zw. lub nie z art. 144 kc).

Sama jednak wysokość zadośćuczynienia bądź odszkodowania zależna będzie - jeśli w ogóle - od stopnia naruszenia dóbr osoby fotografowanej. Ten zaś parametr zależeć będzie przede wszystkim od tego kim jest osoba fotografowana, w jakiej sytuacji uwieczniliśmy ją na zdjęciu oraz jaki był cel fotografowania. Na inną bowiem ocenę zasługuje podglądanie życia prywatnego osób postronnych, czym innym jest ingerencja w ich intymność, a czymś jeszcze innym uporczywe wystawanie przed domem gwiazdy filmowej przez stado paparazzich.
Ale to już inna para kaloszy.


PS na zdjęciu mój własny pies, przynajmniej nie musiałem pytać go o zgodę na pozowanie.

PS2 wpis ten ma charakter głęboko utylitarny. Na przyszłość nie będę zabierał więcej głosu w takich dyskusjach, ograniczę się do podania linka do tego tekstu.
Komentarze (19)
Polowanie na wolność słowa Proszę nie fotografować!

Komentarze

2007-06-11 19:42:48 | 89.174.41.* | Maciej Bebenek
Re: Zakaz fotografowania? [1]
Nie wiem, dlaczego fotografowanie ma mieć jakiś szczególny priorytet w KC. Tak samo
można by - idąc tym tropem - zabronic opisywania "rzeczy" w druku. Przecież
teoretycznie własciciel tez mógłby "czerpać pożytki" z opisu budynku, obrazu, filmu
czy książki.
Zdecydowanie takie rozumowanie idzie w stronę absurdu.

PS. FIlmowanie w studiu przy sporządzonej wiernej makiecie np. Pałacu Kultury też
powinno być zakazane :) skomentuj
2007-06-12 00:33:50 | 82.143.166.* | Komu zmalować oczy
Dlaczego to niby nie można podglądać życia osoby prywatnej a można gwiazdy ?
Gdyby przyjąć, że każdy może zabronić fotografowania jego domu to dlaczego nie może
zabronić gwiazda , której to naprawdę doskwiera?
Często ganiają mnie ludzie gdy fotografuję ich domy (np zbudowane przed wojną)
Niczym to się nie różni od Afryki gdzie dzicy nie pozwalali się fotografować.
Podobnie nadgorliwi ochroniarze zabraniają fotografować obiekty publiczne. Dochodzi
do przepychanej , wyrywania sprzętu czyli zwykłej napaści.
Podobnie zakaz fotografowania w miejscach publicznych , np w muzea , jaskiniach.
Co mnie obchodzi,że ktoś chce zarobić na sprzedaży folderów i pocztówek skoro ja
zrobię lepsze zdjęcia.
Dlaczego istnieje zakaz ale jak się zapłaci to można fotografować ?
Kiedyś na wyścigu kolarskim wszedł mi w kadr pułkownik milicji.
Kazał gliniarzom naświetlić mi film.
Dziś nie lepiej , niedawno SB-k w cywilu zabronił mi fotografowania Starego Miasta od
strony koszar ZOMO mimo , że nie wchodziłem na teren oraz koszary były poza kadrem.
Natręctwo trzeba udowodnić. Można w sądzie zabronić publikacji zdjęć bo mogłyby
naruszyć czyjąś prywatność ale zadośćuczynienie ?
Ale jak to technicznie przeprowadzić ?
Trzeba wezwać policję , zrobić kopię zdjęć , itd . To dopiero naruszenie czyjejś
prywatności.
Zdjęcie , którego nie wolno zrobić jest jak nóż którym można kogoś zabić.
Po co łapać posiadaczy noży aby im przypominać że jeśli go użyją to mogą złamać
prawo?
Te nasze prawo chyba z powodu nadmiaru prawników :P zaczyna być skomplikowane.
Nie lepiej ustalić jakich zdjęć nie powinno się robić ?
Np w kiblu np pijanego we własnym domu, ale np pijanego w pracy ?
Jęśli ktos sie schleje i leży na chodniku to decyduje się na to aby go oglądali
ludzie. Dlaczego opublikowanie takiego zdjęcia miałoby naruszyć dobra tej osoby ?
Przecież to tylko rejestracja rzeczywistości. .
Tu też brak zapisów jaki cel usprawiedliwiałby publikację takich zdjęć.
Niedawno w Dusznikach Zdr.widziałem przy ulicy zwykły ośrodek wczasowy.
Ale chyba był to ośrodek MON bo tablic na płocie wielkości metr na metr było więcej
niż na jednostkach wojskowych.
Najpierw należałoby ukarać za takie ograniczanie mojej wolności.
A ludzi którzy wyrywają mój sprzęt, w trybie przyśpieszonym, za zwykłą napaść i
grabież.
Ludzi trzeba nauczyć , że jak im się coś nie podoba to mają wzywać policję .
No ale jeszcze policja powinna wiedzieć co wolno a co nie a z tym bywa różnie.
A więc najpierw jasne prawo . Potem szkolenie policji i innych służb a potem karanie
za łamanie oczywistego prawa przez zwykłych śmiertelników.
Zdaje się że ostatnio bardzo sławna osoba musiała myć publiczne toalety za napaść na
fotografa.
Ciekawe czy fotografowanie jej w trakcie tych czynności to też naruszenie godności i
prywatności. skomentuj
2007-06-12 08:56:13 | 194.237.142.* | Anonymous Coward
Re: Zakaz fotografowania? [3]
Nie lubie byc fotografowanym, ale zakaz fotografowania to bzdura - nic mi do tego co
z odbitymi przeze mnie fotonami zrobi ktos inny. skomentuj
2007-06-12 09:16:26 | *.*.*.* | olgierd
=> Macieju: czerpanie pożytków to jedno, natomiast potencjalne naruszenie prywatności
poprzez zrobienie zdjęcia - przyznasz chyba - ma znacznie inne nasycenie niż choćby
naszkicowanie kogoś.

=> Komu zmalować: jest przegięcie i przegięcie. Zakaz fotografowania budynków
użyteczności publicznej (jak np. komenda policji, kino, itd.) powinien mieć - moim
zdaniem - solidną podstawę.
Myślę, że zgodzimy się z tym, że można poczuć się nieswojo jeśli trzech dziwnych
gości będzie fotografowało nasz dom z zaparkowanego BMW, mniej nieswojo jeśli cyknie
nas jakiś zagubiony turysta...
Natomiast w przypadku osoby jak najbardziej prywatnej można IMHO oczekiwać jakiegoś
poziomu uszanowania intymności i prywatności.

Podkreślam jednak, że sprawa jest dyskusyjna a monopolu na jednoznaczne stanowisko
też nie mam. Każdorazowo - w przypadku skierowania sprawy do sądu - rzecz oceniałby
ten sąd. I już. skomentuj
2007-06-12 09:26:55 | 217.98.20.* | komentator
Re: Zakaz fotografowania? [2]
Na obrazku widnieje także lasek i łąka będące, niech zgadnę, własnością gminy, z
których malowniczego tła korzystając, zabrał Pan pożytek właścicielowi. skomentuj
2007-06-12 09:42:13 | 217.98.20.* | komentator
Zrobienie dużo zdjęć samochodów z kierowcami to jeszcze przetwarzanie danych
osobowych (rejestracja, marka+kolor, kierowca jako najprawdopodobniejszy właściciel).
Fotografia na mszy czy procesji bożocielnej tak samo - ujawnia z dużym
prawdopodobieństwem wyznanie danej osoby. Dobrej jakości fotografia wiecu
politycznego ujawnia kolejne dane istotne. Opublikowane czegoś takiego w gazecie
ulatywało. Opublikowane w necie może leżeć tak długo aż każdego z imienia i nazwiska
podpiszą znajomi.

Nic tylko walcem rozgnieść wszystkie aparaty świata.

Dlatego ja właśnie, ograniczając się do prawa do wizerunku oraz miru domowego,
możliwie jak najliberalniej pozostałbym w opisywanej grupie pierwszej. :) Druga opcja
w moim uznaniu wiedzie łatwiej do absurdów. skomentuj
2007-06-12 10:33:34 | *.*.*.* | olgierd
Argumentując ad absurdum to pies ma na szyi obrożę, co do której nie mam praw do
wykorzystywania jej wizerunku. Ta akurat jest NONAME ale jeszcze tydzień temu była
ekskluzywna Rogz for Dogz, tyle, że dzwoniec zagubił w pogoni za kotem...

Kolor auta i jego marka to nie dane osobowe! Fotografie tłumu itd. także
niekoniecznie się pod to całe rozumowanie łapią - podobnie jak detal w tle
("Powiększenie" się kłania).

Ale jeszcze raz mówię: pewne jest, że racji mieć nie muszę. W takich sprawach akurat
rozstrzygające jest orzecznictwo, a tego - przynajmniej w znanym mi zakresie - brak. skomentuj
2007-06-12 11:03:46 | 217.153.131.* | Maciej Bebenek
Cóż, jestem prawie pewien, że natchnieniem do tego wpisu była dyskusja na pewnej
grupie :-)
Co do fotografowania w miejscu publicznym - w koncu jest to miejsce publiczne. Co do
fotografowania budynków - niech je właściciel zamaskuje siatką maskująca ;) To, co
LEGALNIE widzę (czyli np. bez naruszenia miru domowego), moge fotografować. To co
słyszę, mogę rejestrować.
Co innego, jak mi jakaś szuja wejdzie na prywatny trawnik: nie dość, że niszczy
zieleń, to jeszcze narusza spokój... skomentuj
2007-06-12 11:19:31 | *.*.*.* | olgierd
Tak, ledwie co na psp, wcześniej na prf czy też prfc, a jeszcze troszkę na forum
Pentaksa. Temat wraca często no i wreszcie nie będę musiał się na przyszłość
rozpisywać, walnę linkiem i po ptokach ;-)

Chyba że kiedyś zmienię zdanie, to wtedy napiszę tekst od nowa, uzasadnię dlaczego
wolno (też bym umiał ;-)) i wuala! skomentuj
2007-06-12 23:59:38 | 83.168.106.* | Headless Reader
Re: Zakaz fotografowania? [5]
Przyznam się, że też jestem zamordystą w kwestii przepisów o ochronie wizerunku (po
co by one były, interpretować je tak, że by w ogóle nie dały się stosować?), ale
chyba jednak trochę mniejszym niż autor, bo zupelnie nie trafia do mnie argumentacja
o pobieraniu pożytków... Gdybym chciał brnąć w absurd, to argumentowałbym, że skoro
parat mój i karata pamięci też moja, to w grę wchodzi raczej połączenie i zmieszanie,
więc własciciel rzeczy ma udział w autorskich prawach majątkowych do zdjęcia, a przy
okazji także w moim aparacie :]. Ja jestem skłonny uznać raczej, ze w przypadku
robieia zdjęć rzeczą podstawową kwestią jest wyraźny sprzeciw właściciela tej rzeczy
- bo rzeczy dóbr osobistych nie mają, a wnioskując a contrario z przepisów o ochronie
wizerunku można dojść do przekonania, że mamy wolność fotografowania wszystkiego, co
nie jest czlowiekiem, a czasem to nawet i człowieka. Z drugiej strony mamy
właściciela, który w ramach swojej władzy nad rzeczą może żądać, aby nikt jej nie
fotografował. Doniemanie, że nie wolno fotografować niczego byłoby besensowne - skoro
już coś jest na widoku, to właściciel powinien się liczyć, ze ktoś to zobaczy i w
przypływie fantazji moze zrobić temu zdjęcie. skomentuj
2007-06-13 09:43:47 | *.*.*.* | olgierd
O, o to właśnie mi chodzi - sprzeciw właściciela rzeczy, który powinien mieć coś
jeszcze do powiedzenia o tym co się z tą rzeczą dzieje.
To właśnie miałem na myśli, może się nie dość jednoznacznie wysłowiłem. skomentuj
2007-06-14 10:01:58 | 82.143.166.* | Komu zamalować oczy
=> Olgierd. Sprzeciw właściciela rzeczy.
Sprzeciwia się właściciel domu
1) zabytkowego , którego zdjęcia publikowane są w podręcznikach architektury.
Dlaczego tylko on miałby mieć prawo do pożytków ?
Równie dobrze gmina mogłaby zabronić fotografowania pomników
2) Nowego
Skąd mam wiedzieć , że przed dom wybiega właściciel a nie najemca ?
Niepozwalał mi fotografowac nieczynnej stacji PKP w Ciepłowodach właściciel ( po
sprawdzeniu okazał się byc tylko dzierżawcą)
Niepozwalał mi fotografować cukrowni Klecina jakiś człek pewnie jeden z najemców od
gminy
Często rozmaici ludzie bezprawnie próbuja pozbawić mnie praw do dysponowania własną
rzeczą czyli apratem.
Jeśli ktoś nie chce aby wchodzić na prywatna posesję musi ją ogrodzić, lub dobrze
oznaczyć ,że istnieje zakaz.
Jesli ktoś nie chce aby fotofrafować jego rzecz musi to oznaczyć ( przed zrobieniem
fotki)
Jeśli ktoś uważa, że jest właścicielem rzeczy niech to udowodni (np niech okaże kopię
aktu notarialnego).
Każda inna reakcja niż wezwanie policji w celu sprawdzenia kto fotografuje dom jest
bezprawna.
To raczej fotograf mógłby zażądać zadość uczynienia za stracony czas i nerwy.
Każdy ochroniarz ( np sokista) powinien znać podstawę prawną do interwencji a nie że
szef kazał albo że wezwie patrol z Impela to "przetrzepią skórę".
Podałbyś raczej na jaki przepis sie powołać aby uzmysłowić ochroniarzowi ,że łamie
prawo i nadużywa stanowiska służbowego oraz ,że w sądzie nie ochroni go stwierdzenie
że wykonywał polecenie przełożonych.
Dwa tygodnie temu byłem przeproszony w Ratuszu aby nie robić zdjęć ścian.
Mogłem robić zdjęcia ogólne imprezy na którą byłem zaproszony ale nie mogłem robić
zdjęć pomieszczenia w którym ta impreza była. skomentuj
2007-06-14 10:44:01 | 82.143.166.* | komu_zamalować_oczy
=> Olgierd . Prawo do dysponowania rzeczą.
Napisałeś :O, o to właśnie mi chodzi - sprzeciw właściciela rzeczy, który powinien
mieć coś
jeszcze do powiedzenia o tym co się z tą rzeczą dzieje.

Z rzeczą się nic nie dzieje gdy zostanie sfotografowana.
Właściciel może nie życzyć sobie aby daną rzecz przemieścić w celu wykonania fotki.
Właścicielem rzeczy w muzeum nie jest dyrekcja tylko społeczeństwo.
Nawet jeśli rzecz została zakupiona przez muzeum to i tak za pieniądze społeczne.
Wszelkie dokumenty wytworzone przez urzędy państwowe nie są chronione prawem
autorskim. Można je swobodnie rozpowszechniać.
Podobnie powinno być w muzeach.
Pobieranie opłaty 20 zł za jedna kopię ksero itp to zdzierstwo i wykorzystywanie
faktu, że instytucja ma daną rzecz w opiece (przecież płacimy im pensje)
Jest to ograniczanie dostępu do dóbr kultury.
Nikt nie udowodni, że opłata za używanie kamery lub aparatu w muzeum idzie na
zabezpieczanie zbiorów a nie na premie dla pracowników.
Można zrozumieć zakaz fotografowania zabezpieczeń i alarmów, ale nie samych zbiorów
wystawionych na widok publiczny.
Można protestować gdy ktoś fotografuje kalekę czy osobę która uległa wypadkowi.
Można protestować gdy natręt obiega panienkę i fotografuje ją z każdej strony.
Ale nie wolno używać siły czy dokonywać zatrzymania obywatelskiego fotografa lub
sprzętu.
Jeśli ktoś ma bałagan na własnej posesji to można to sfotografować. Być może nie
można właściciela zmusić do uporządkowania terenu.
Ale są wyjątki gdy wiatr rozwiewa śmieci, gdy coś gnije, gdy ktoś spala liście.
Zatem fakt posiadania rzeczy nie może ograniczać praw innych osób do dysponowania
swoją rzeczą ( fotografowania, mieszkania bez smrodu itd).

Prawnicy mają tendencję do komplikowania prostych rzeczy ale nie chce się im
doprecyzować prawa tam gdzie dochodzi do częstych sporów.
Na przykład czy sokiści mogą urządzać łapanki na Miłośników Koleji ?
Czy istnieje zakaz fotografowania obiektów strategicznych i które to są (kolej ?)
Czy wolno fotografować wnętrza sądów cywilnych ?
Czy wolno fotografować więzienia z oddali i jaka to musi być odległość.
Czy jeśli jakiś obiekt nie ma ogrodzenia to czy można bezkarnie się do niego zbliżyć
aby go sfotografować?
Czy ochroniarze US Krzyki mogą mi zabronić fotografowania Cmentarza Żydowskiego gdy
US wchodzi w kadr?
Czy US wolno fotografować z zewnątrz ?
Czy ochroniarz może zabrać aparat ?
Czy z ochroniarzem wolno się szarpać w celu ochrony sprzętu ?
Czy wolno z ochroniarzem się szarpać gdy on próbuje zatrzymać osobę na nieogrodzonym
terenie?
Masę jest takich pytań, na które nie zawsze zna odpowiedź policja.
To są prawdziwe problemy , które prowadzą do naruszania prawa, a nie to, że ktoś
wykonał fotkę rozmazanego makijażu.
No ale gdyby prawnicy doprowadzili do jasnego prawa stracili by pracę ;P skomentuj
2007-06-14 18:37:05 | 83.168.106.* | Headless Reader
"Właścicielem rzeczy w muzeum nie jest dyrekcja tylko społeczeństwo.
Nawet jeśli rzecz została zakupiona przez muzeum to i tak za pieniądze społeczne."
- a to wytaszcz komputer z Urzedu Skarbowego i powiedz, że przecież został kupiony za
Twoje pieniądze :)

"Z rzeczą się nic nie dzieje gdy zostanie sfotografowana."
- w szczegónosci flesz nie niszczy średniowiecznych malowideł, a robienie zdjęć
Twojemu zakładowi podukcyjnemu, w szczególności tym jego cześciom, ktore nie są
publicznie dostepne ze względu na ochronę tajemnicy przedsiębiorstwa, w zupełności
tym tajemnicom nie zagraża... ech, jeśli ktoś nie pozwala Ci zrobić zdjęcia scenki
rodzajowej, bo w kadrze znajduje się nalezaca do niego psia buda, to to jest absurd i
powinno być oceniane wkategoriach próby naduzywania praw podmiotowych. Ja jednak
naiwnie uwazam, ze w rmach uprawnień włąściciela mieści się prawo sprzeciwu względem
wścibskich ludzi z aparatami fotograficznymi, bo rózne są w zyciu przypadki i czasem
rzeczy ni mozna zwyczajnie schować, a ma sie interes w tym, żeby jej wizerunek nie
krążył po świecie. Nie twierdze przy tym, że jest to jedynie słuszne stanowisko, bo
prawo szczegółowo tego nie reguluje, więc jest miejsce dla wątpliwości
interpretacyjnych.

"No ale gdyby prawnicy doprowadzili do jasnego prawa stracili by pracę ;P"
- A prawnicy to za stan prawa odpowiadają mniej więcej tak samo jak tłumacz za to, że
"Ulisses" jest nudny. skomentuj
2007-06-15 10:33:13 | *.*.*.* | olgierd
Z tym Ulissesem to dobre! ;-) skomentuj
2007-06-15 21:18:38 | *.*.*.* | Aleksander Lucis
Re: Zakaz fotografowania? [3]
Co kraj to obyczaj. W Anglii można więcej niż w Polsce, a już we Francji to prawie
nic nie można (dlatego gwiazdy i gwiazdeczki uciekają tam na rekonwalescencje). Gdzie
jest granica najlepszego prawa? Tam gdzie kończy się zdroworozsądkowe myślenie a
zaczyna kombinatoryka. Prawo ma być takie by mieściło sie w kilku zdaniach. By każdy
mógł je zrozumieć. By nie trzeba było robić szkoleń i dokładać semestrów biednym
studentom.
Powinno być takie by nikomu nie opłacało się go naciągać i żeby się go po prostu nie
dało naciągać i nadinterpretować. Utopia?

Chodzimy po ulicy. Patrzą na nas tysiące osób dziennie. Z niektórymi tulimy się
intymnie w autobusie mimo że stać nas na taxówkę. Wreszcie wracając z sobotniej
potańcówki sikamy pod parkanem. Czy ingerencją w nasze dobro jest zrobienie zdjęcia
w miejscu publicznym?
Czy osoba która nas zapamięta jak ziewamy w autobusie i opowie to swoim znajomym też
ingeruje w nasze dobro? idąc tą logiką każde złe słowo, każda forma opisania nas w
nienajlepszym świetle powinna być wykroczeniem.
Oczywiście że nie. To ziewający, sikający i pokazujący swoją twarz jakiej nie chce
pokazywać jest sprawcą ingerowania w swoje własne dobro. Dopóki nie ingeruje w to co
osobiste, dopóty fotografując nie robie niczego co kazałoby myśleć że krzywdzę.
Naprawdę to wszystko przekłada się na publikację "ziewania" w kilku tysiącach
egzemplarzy. A to TYLKO o tysiąc więcej par oczu zobaczy "ziewanie" niż widziało na
ulicy. skomentuj
2007-06-18 09:40:15 | *.*.*.* | olgierd
Hmm i to też racja.
Inna sprawa, że w moim rozumieniu prywatności jest tak, że ja po prostu mogę sobie
nie życzyć. Nawet jeśli jestem najprzykładniejszym, najspokojniejszym i najcichszym
pod słońcem obywatelem.
Nie - i już. skomentuj
2008-03-13 13:11:38 | 80.51.9.* | Krzysztof Kulesza
Sprawa która mnie interesuje bardzo, to kwestia praw rzeczowych do posiadanej odbitki
fotografii.

Odbitka jest rzeczą, więc jej właścicielowi (który nie jest autorem) przysługują
prawa rzeczowe, w tym, prawo do czerpania z niej pożytków. Jakie to mogą być pożytki?
Czy mogę na przykład czerpać przychody z powielania odbitki? W zasadzie nie, bo nie
jestem autorem, prawda? Czy mogę wobec tego zastrzec sobie możliwość wykonywania
kopii tej odbitki? (Jeśli nie jestem autorem?) Czy moje zastrzeżenie dotyczące
wykonywania kopii będzie też obowiązywało wobec wykonanych już kopii?

Zagadnienie ma wyraz bardzo praktyczny i ma częste zastosowanie w przypadku
wykonywania reprodukcji fotografii archiwalnych lub np. obrazów.

Bardzo chętnie wysłucham Twojego zdania na ten temat. skomentuj
2015-05-14 12:22:44 | 95.178.104.* | Gibasek
Właśnie mnie też to interesuje. Chciałbym np. wydać swoje fotografie Krakowa,
Bielska-Białej, Oświęcimia itd..Tylko czy ja mogę wypuścić fotografie, wzorowane
"kubek w kubek" na tych znanych, już opublikowanych? Choćby ołtarz Wita Stwosza? Bo
przecież jego się inaczej nie da cyknąć!. Albo...powtórzyć ujęcie z albumu "Kościoły
Warmii" sprzed 20 lat, na którym przedstawiono organy w Świętej Lipce? skomentuj

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]