A więc stało się -- jak przypuszczał jeden z P.T. Czytelników udałem się na zasłużone bajabongo.
Oznacza to, że przez jakiś czas nie będę dręczył Was, Drodzy Czytelnicy, z dotychczasową częstotliwością moimi przemyśleniami (aplauz i zaakceptowanie).
Aczkolwiek ponieważ nie mogę obiecać, że nie złapią mnie znów w jakimś parku narodowym, albo że znów się nie zachwycę możliwością nieograniczonego przemieszczania się między granicami (tym razem mam tu pod ręką -- w zasięgu rzutu beretem -- dwie granice!), albo że nie będę mądrzył się na temat Republiki Czeskiej (lub jej systemu politycznego) -- jest bardziej niż prawdopodobne, że odważę się podzielić z P.T. Czytelnikami, za pośrednictwem łamów Lege Artis, moimi obserwacjami ;-)
I tak przez najbliższe dwa tygodnie.
PS na zdjęciu: Ja i Mój Pies, cyknięte 123 minuty temu.




miłego bajabongo :) skomentuj
Ale kto rozsądny, ten wakacje robi w końcówce sierpnia. Co najmniej od 5 lat mnie to
nie zawiodło (a wcześniej też). skomentuj
a urlop w Polsce podobno najlepszy na początku września ;) stonki już nie ma, ciepło
i sucho prawie gwarantowane a i ceny trochu spadają ;) skomentuj